Napisane przez: amciek | styczeń 29, 2009

A trip to Central America

Hello there,

This summer we’re going to Central America for almost 3 months! :) Mexico, Belize, Guatemala, Honduras, Nicaragua, Costa Rica and Panama. That will be great!

Napisane przez: amciek | sierpień 31, 2007

Ostatni dzien w Hong Kongu (28.08)

To nie tylko ostatni dzien w HK, ale takze ostatni dzien naszej podrozy. Lot mielismy pozno w nocy, wiec mielismy caly dzien dla nas. Nie mielismy sily nigdzie jechac, poza tym pogoda byla niepewna. Poszlismy wiec do kina :) Obejrzelismy sobie komedie Evan Almighty. Calkiem smieszne :) Zrobilismy ostatnie zakupy i dokonczylismy pakowanie i o 19 wyszlismy z hotelu. Poszlismy na autobus, ale pomylilismy przystanki ;) przez co autobus nam odjechal i musielismy czekac na nastepny. Mielismy duzo czasu do odlotu, wiec nie martwilismy sie.
Na lotnisku szybko nadalismy bagaze i przeszlismy przez odprawe. Czas zlecial nam calkiem szybko i po polnocy siedzielismy juz w samolocie. Mielismy dobre miejsca (po raz pierwszy moglismy je wybrac :) ), a lot uplynal calkiem niezle. Bylo niewygodnie, ale co tam ;) Klasa ekonomiczna ;)

Napisane przez: madziulencja | sierpień 31, 2007

Lamma Island (27.08)

Dzis mielismy w planach odpoczynek, tzn. plazowanie:) Poplynelismy promem na wyspe Lamma. Wysepka jest bardzo spokojna, nie ma tu samochodow, jezdzic mozna tylko na rowerze. Mnostwo tu malych restauracji oferujacych swieze owoce morza – super, ale ja nie moglam patrzec na te wszystkie biedne zwierzeta scisniete w akwariach i czekajace na zjedzenie:/ Pogoda byla ‘w kratke’, w sumie nie bardzo plazowa, ale to nas nie zniechecilo:). Z przystani szlismy jakies 15 min, minelismy kilka domow, jaskinie kamikaze i male plantacje bananow. Ja oczywiscie nie uniknelam pogryzienia przez komary:/ Na plazy nie bylo nikogo oprocz ratownikow:) Cala dla nas:) Najpierw pobieglismy do wody – okazalo sie, ze dno jest kamieniste – oslizgle kamienie nie sa za fajne:) . Bylo jednak tak goraco, ze musielismy sie szybko ochlodzic. Potem probowalsimy sie opalac ( z filtrem 35 oczywiscie) – nie za bardzo nam to wychodzilo, bo przez ta wilgoc wszystko sie do nas przyklejalo, a slonce tak prazylo, ze mozna sie bylo doslownie rozpuscic. No wiec znowu wskoczylismy do wody:) W pewnej chwili niebo bardzo sie zachmurzylo i zaczelo troche padac. Nieszkodzi:) Opalamy sie dalej:) Wytrzymalismy 3 godziny! O16 planowalismy wracac, wiec kolo trzeciej zaczelismy sie zbierac. I to byla bardzo dobra decyzja, bo wkrotce zaczela sie wielka ulewa:) Dzien zaliczylismy jednak do bardzo udanych – udalo nam sie troche odpoczac i nabrac sil przed kolejnym lotem:)

Napisane przez: amciek | sierpień 30, 2007

Wycieczka po Nowych Terytoriach (26.08)

Dzien zaczelismy od odwiedzenia dwoch muzeow: Kosmosu i Sztuki. Wycieczka po Nowych Terytoriach zaplanowana byla na 13.30, wiec mielismy troche czasu.
Muzeum Kosmosu troche nas rozczarowalo. Nie bylo sie czym bawic ;) Bylo co prawda troche symulatorow, ale wiekszosc dla malych dzieci. Przeszlismy przez nie calkiem szybko.
Muzeum sztuki znajduje sie kilka krokow dalej. Na 4 pietrach sa rozne tematyczne wystawy. To muzeum tez nas nie zachwycilo. Wydawalo sie dosyc puste, a prace zbyt wspolczesne. Po obejrzeniu wszytkiego co nas interesowalo poszlismy cos zjesc i udalismy sie na miejsce zbiorki.
O 13.40 wyruszylismy w droge. Na wycieczce bylo tylko 5 osob plus kierowca i przewodniczka.
Najpierw dowiedzielismy sie gdzie po kolei jedziemy. Pierwszym miejscem, ktore zobaczylismy byl Yuen Yuen Institute. Jest to bardzo ciekawe miejsce, gdzie 3 wyznania: buddyzm, taoizm i konfucjonizm spotykaja sie pod jednym dachem. Mnichow poszczegolnych wyznan najlatwiej poznac po szatach: buddysci nosza czerwone, taoisci zolte, a wyznawcy konfucjanizmu niebieskie.
Szczesliwy traf chcial, ze dzisiaj bylo swieto glodnych duchow. Odbywa sie ono 2 razy do roku. Ludzie pala rozne papierowe przedmioty, ktore moga sie “przydac” zmarlym. Poza tym modla sie o pomyslnosc do bogow i skladaja im ofiary. Wszedzie bylo pelno ludzi, powietrze wypelnial zapach kadzidel oraz spiewy i muzyka.
Kolejnym przystankiem byl punkt widokowy. Polozony 100 m ponizej wierzcholka najwyzszego szczytu w HK, przy dobrej pogodzie oferuje niesamowite widoki. Niestety bylo pochmurno i budynki tylko majaczyly w oddali.
Stamtad udalismy sie do Fanling Walled Village (otoczone murami wioska). Jest to miejsce, do ktorego sami bysmy nie przyjechali, ale dobrze bylo to zobaczyc. Wioski takie jak ta, byly budowane aby chronic mieszkancow przed najezdzcami. Mury byly wyzsze od budynkow, a w scianach mialy otwory na dziala. Do calego kompleksu jest tylko 1 wejscie. Tutaj pani przewodnik opowiedziala nam troche o tej wiosce. Dowiedzielismy co oznaczaja poszczegolne symbole znajdujace sie wokol malego oltarzyka znajdujacego sie w hallu. Podczas przechadzania sie bardzo waskimi uliczkami wioski, przewodniczka opowiadala nam rozne ciekawe historie. Miejsce to bylo bardzo dobre do wytlumaczenia sztuki fung shui (woda i wiatr). Aby wybudowac dom czy osade, nalezy kierowac sie wieloma zasadami tej sztuki. Bardzo dobrze, jezeli przed wejsciem do domu znajduje sie rzeka, jezioro lub morze. Woda oznacza pieniadze, wiec gdyby np. rzeka przeplywalaby po prawej lub lewej stronie od wejscia oznaczaloby to odplyw pieniedzy. Dobrze tez, jesli za budnykiem znajduje sie gory lub wzgorza, ktore je ochraniaja. Nad wejsciem do domu wiesza sie malutkie lustro, ktore ma odganiac zle duchy. Ponadto nad progiem wiesza sie 5 kartek papieru, ktore symbolizuja takie wartosci jak: szczescie, dlugowiecznosc, itp. Wiejacy wiatr “wwiewa” te kartki do srodka, przynoszac domownikom powyzej wymienione blogoslawienstwa. Wszystkie te elementy mozna bylo zobaczyc w tej wiosce.
Nastepnie udalismy sie w strone granicy chinskiej, gdzie znajduja sie mokradla z siedliskiem roznych ptakow. Zatrzymalismy sie przy drodze zeby zrobic zdjecia. Przewodniczka opowiedziala nam o granicznym miescie Sha Tau Kok. Co ciekawe jest to miejsce zakazane dla turystow. Nawet mieszkancy HK musza starac sie o pozwolenia zeby tam wjechac. Moga je dostac tylko na 1 dzien, nie moga tam przenocowac. Skad te ograniczenia? Odpowiedz jest smieszna :) Jest tam duzo centrow handlowych oferujacych podrobione dobra i rzad chinski nie jest z tego dumny ;)
Zaraz po tym udalismy sie w strone wioski rybackiej, w ktorej rybacy nie tylk lowili ryby, ale takze je hodowali. Bylo to malo interesujace miejsce, gdzie zrobilismy kilka zdjec i tyle. Na tym nasza wycieczka sie skonczyla. Po raz kolejny firma Grayline nas rozczarowala. Zaplacilismy duzo pieniedzy, a wiekszosc czasu spedzilismy w autobusie. Za malo bylo przystankow i ciekawych miejsc. Z drugiej strony bylismy w miejscach, do ktorych sami bysmy sie nie wybrali. Wydaje mi sie, ze jestesmy tacy wymagajacy, bo wycieczki np. w Chile byly duzo lepsze i kosztowaly mniej.

Napisane przez: madziulencja | sierpień 30, 2007

Muzea i Opera (25.08)

Na dzis zarezerwowalismy na popoludnie wycieczke po muzeum dziedzictwa narodowego (dokladniej wizyte w jego czesci poswieconej operze kantonskiej). Rano poszlismy do muzeum nauki – tu byla niezla zabawa. Kilka pieter roznych maszyn, pelno interaktywnych gier itd. Muzeum podzielone jest na rozne dzialy – m.in. komunikacje, energie (bardzo fajne gry i testy pokazujace, ile energii zuzywaja rozne urzadzenia w domu, jak oszczedzac energie…), transport…jest tego mnostwo. Wszystko bardzo nowoczesne i naprawde ciekawe (nawet dla kogos, kto na co dzien sie tym nie interesuje:)). Najwiecej frajdy bylo na parterze – tutaj byl dzial dotyczacy anatomii i fizjologii czlowieka. Mozna bylo sprawdzic swoja sprawnosc zarowno umyslowa, jak i fizyczna (np. czas reakcji, wyskok, wydolnosc pluc, sluch, zdolnosci manualne, muzykalnosc). Bylo tego strasznie duzo, wiec biegalismy z jednego stanowiska na drugie jak male dzieciaki:). W tym muzeum naprawde mozna spedzic caly dzien!
O 14.30 musielismy byc w muzeum dziedzictwa, wiec przed 13 wsiedlismy do pociagu i pojechalismy do miasta Sha Tin, gdzie to muzeum sie znajduje. Mielismy troche wolnego czasu, wiec odwiedzilismy swego rodzaju cmentarz – byla tam swiatynia, ogrody i mnostwo pomieszczen, w ktorych znajdowaly sie tabliczki upamietniajace zmarlych, czasem takze ich prochy. Bylo duzo ludzi, bo wkrotce ma byc swieto glodnych duchow.
Pospacerowalismy troche i poszlismy do muzeum. Nasza przewodniczka byla smieszna, mala Chinka:) Przed wejsciem do teatru wytlumaczyla nam, co zobaczymy na scenie. W operze kantonskiej sa 4 typy postaci:  meska, zenska, “blazen” i postac specjalna (np. sedzia, medrzec itd). Czasami ciezko na pierwszy rzut oka odroznic role meska od zenskiej, gdyz kobiety czasem graja mezczyzn. Kazda z tych rol ma jednak swoje charakterystyczne cechy, wiec po chwili mozna zorientowac sie, kto jest kim. Kobiety nosza inne peruki, niz mezczyzni (bardzo skomplikowane, wieloczesciowe), makijaz tez jest troche inny niz u mezczyzn. Kostium zazwyczaj ma bardzo dlugie rekawy. Kobieta na scenie robi bardzo male kroki, ma w specjalny sposob ulozone dlonie (przypominaja orchidee), jest bardzo delikatna. Mezczyzna stawia duze kroki (ukladaja sie one w litere “A”). I oczywiscie mezczyzna spiewa nizszym glosem niz kobieta.  Dowiedzielismy sie jeszcze mnostwa innych, ciekawych rzeczy, m.in. o grupach aktorskich w Hong Kongu, zobaczylismy przyklad garderoby, rozne kostiumy i akcesoria. Obejrzelismy krotkie przedstawienie. Wczesniej przeczytalismy streszczenie sztuki, wiec wiedzielismy, o co chodzi:) Aktorzy oczywiscie spiewali po kantonsku, wiec nic nie rozumielismy, ale nieszkodzi:) Bardzo nam sie to wszystko spodobalo:)

Napisane przez: amciek | sierpień 30, 2007

Ocean Park (24.08)

W koncu pogoda dopisala i pojechalismy do Ocean Parku. Niebo bylo prawie czyste (chyba po raz pierwszy) i zanosilo sie na upalny dzien.
Nie wszystko jednak poszlo tak gladko. Najpierw dojechalismy metrem na przystanek skad mial jechac autobus do parku. Jak zobaczylismy jaka jest kolejka zdecydowalismy pojechac na inny przystanek i wsiasc do innego autobusu. Po krotkiej jezdzie bylismy na miejscu. Tutaj czekala nas kolejna niemila niespodzianka. Dawno nie widzielismy tylu ludzi w jednym miejscu! Juz mielismy rezygnowac, gdy niespodziewanie dwojka ludzi zatrzymala nas i wreczyla nam bilety. Powiedzieli nam, ze nie maja tam ochoty isc i mozemy je wziac za darmo. Jak sie okazalo nie byly to bilety, ale kupony na bilety ;) Trzeba bylo je zamienic na bilety wstepu. Najpierw trzeba bylo stac ok. 20 min w kolejce do okienka… Poza tym dalismy sie nabrac i oddalimsy jeden bilet jakiemus facetowi (myslelismy, ze mamy wiecej niz 2 bilety – przy okienku okazalo sie ze z 3 kuponow jest tylko 1 bilet). No coz, latwo przyszlo, latwo poszlo… Niestety oznaczalo to, ze musielismy stac ponownie w mega dlugiej kolejce, zeby kupic bilet. Gdy tak stalismy, zauwazylem na banerze nad wejscie, ze osoby ktore maja urodziny danego dnia maja wstep za darmo. Niestety (ktory to juz raz?!) tyczy sie to tylko mieszkancow HK. W koncu weszlismy.
Nie wiedzielismy za bardzo co robic, bo z tego wszystkiego nie wzielismy mapy. Na szczescie trafilismy na pokaz “Dzien z zycia lwa morskiego”. Bylo calkiem fajnie, tylko jeden z lwow nie chcial robic zadnych sztuczek i musieli go wymienic na innego ;)
Po przedstawieniu poszlismy do domu misiow panda. Bylo bardzo goraco i duszno. Ciezko bylo wytrzymac. Po raz kolejny musielismy stac w kolejce… Na tabliczce bylo napisane: “Sredni czas oczekiwania na wejscie: 30 minut”. Coz, chcielismy zobaczyc misie, wiec swoje odczekalismy. Okazalo sie, ze bylo warto. Trafilismy na pore karmienia dwoch malych pand. Gdyby nie to, spalyby sobie w najlepsze i ciezko by bylo je dobrze zobaczyc, a tak siedzialy moze z 1,5 metra od szyby i zajadaly sie bambusami :) )
Po tym poszlismy na kolejke linowa, zeby dostac sie do gornej czesci parku, gdzie znajdowaly sie pozostale atrakcje. Wiedzielismy, ze musimy wybrac kilka z nich, bo kolejki do nich byly ogromne. Po 5 minutowej przejazdzce bylismy na gorze. Najpierw poszlismy do basenu z fokami. Spoznilismy sie troche na karmienie, ale to nic. Fajnie bylo popatrzec jak zwierzaki sie bawia w wodzie. Potem postanowilismy zjechac ruchomymi schodami nizej (ponoc sa to najdluzsze ruchome schody na powietrzu wg Ksiegi rekordow Guinessa). Wybralismy przejazdzke rwaca rzeka. Oczywiscie musielismy poczkekac ok. 45 minut w kolejce. Tak samo byl z “Mine train” – rollerocoaster tylko, ze bez petli. Bylo super! :) Po tym stwierdzilismy, ze mamy juz dosc kolejek i przejazdzek i poszlismy do oceanarium zobaczyc meduzy i rafe koralowa. Po nieudanej probie wygrania maskotek stwierdzilismy, ze mamy dosc wrazen, stania w kolejkach i upalu i skierowalismy sie w strone wyjscia. Nie bylo to jednak proste. Kolejka do kolejki (;)) linowej byla dlugasna! Zjechalismy wiec na dol schodami by autobusem dojechac do glownej bramy. Tam kolejna kolejka do autobusu (musielismy czekac 15 minut). W koncu dojechalismy do glownej bramy, stamtad poszlismy na przystanek i dojechalismy do domu.
Dzien mozna podsumowac krotko: kilka atrakcji poprzedzonych dlugim staniem w kolejce. Mam nadzieje, ze zapamietamy te krotkie chwile zabawy a nie stanie w kolejce ;)

Napisane przez: amciek | sierpień 24, 2007

Stanley, Wong Tai Sin Temple, Kowloon Walled City (23.08)

Dzisiaj mielismy pojechac do Ocean Parku, ale pogoda znowu nie dopisala. Ktory to juz raz…?
Postanowilismy wiec pojechac gdzie indziej. Przejrzelismy przewodnik i ustalilismy, ze jedziemy do malej wioski na wybrzezu.: Stanley. Oddalona jest ona 15 km od centrum HK. Prowadzi do niej kreta droga przez gory, a podroz trwa ok. 40 min.
Zaraz po wyjsciu z autobusu skierowalismy sie na targ uliczny, ktory okazal sie typowym turystycznym targiem, z typowymi cenami dla turystow ;) Wszedzie bylo to samo, wiec szybko poszlismy sobie. Udalismy sie w strone wybrzeza. Przeszlismy sie brzegiem morza, zobaczylismy Tin Hau Temple, a potem usiedlismy sobie w przystani. Co chwile padal deszcz, wiec nie poslzismy na plaze. Postanowilismy jechac gdzie indziej. Wsiedlismy w autobus do centrum i otworzylismy przewodnik. Postanowilismy pojechac zobaczyc swiatynie Wong Tai Sin oraz Kowloon Walled City Park.
Zaraz po wyjsciu z metra udalismy sie do swiatyni. Jest to jedna z najwazniejszych taoistycznych swiatyni w HK. Rocznie odwiedza to miejsce ponad 3 miliony ludzi.
W calym kompleksie jest kilka mniejszych i wiekszych swiatyn. Obserwowalismy jak tutaj ludzie sie modla. Najpierw zapalaja kilka kadzidel i ida z nim do jednej ze swiatyn. Tam staja lub klecza przed bozkem i trzymajac kadzidla w rekach pochylaja sie rytmicznie do przodu mowiac cos pod nosem. Potem podchodza blizej do oltarza i wtykaja kadzidla do naczynia. Czasem skladaja tez ofiray w postaci owocow.
Innym ciekawym obrzadkiem jest potrzasanie malym naczynkiem wypelnionym drewnianymi listkami. Kiedy jeden z nich upadnie na ziemie, podnosza go i odczytuja numer zapisany na nim. Kazdy numer odpowiada wrozbie zawartej na papierze.
Co ciekawe, miejsce to wypelnione jest wiernymi, turystami i sprzedawcami i wszyscy toleruja sie bez wrogich spojrzen.
Na tylach swiatyni znajduje sie maly ogrod chinski z pagodami, jeziorkiem, karpiami itp. Zrobilismy kilka zdjec, pochodzilismy i udalismy sie w strone Kowloon Walled City Parku. Wiaze sie z nim ciekawa historia. Kiedys siedlisko zla (“rak miasta”), w latach 90 zrownane z ziemia, az w koncu powstal tutaj park. Bardzo ciekawe zielone miejsce posrodku wiezowcow. Po parku chodzi sie kretymi sciezkami pomiedzy jeziorkami i rzeczkami. Bardzo przyjemna ucieczka od zgielgku miasta.
Wieczorem poszlismy pokrecic sie po ulicach. Poszlismy do sklepow, ktorych wczesniej nie potrafilimsy znalezc. Odkrylismy super sklep, w ktorym robia buty na wymiar. Ekstra wzory i calkiem niedrogo jak na buty ze skory i robione na zamowienie. Mimo to troche za drogo dla nas ;)

Napisane przez: madziulencja | sierpień 24, 2007

Wielki Budda (22.08)

Pogoda rano nie byla zbyt dobra, ale mimo to zdecydowalismy sie pojechac na wyspe Lantau  i zobaczyc slynny posag Buddy. Najpierw jechalismy metrem,  pozniej jeszcze godzine autobusem. Bylo bardzo ladnie i zielono, ale niestety pochmurno i mgliscie. Dojechalismy na miejsce i zaczelismy sie wspinac po 268 schodach. Wisiala nad nami wielka chmura, widocznosc byla fatalna, ale w koncu Budda sie wylonil:) Faktycznie jest ogromny:D  Pomnik wykonany jest z brazu i wazy 250 ton (tyle, co jumbo jet). Robi wrazenie. Szkoda, ze pogoda  nie dopisala, bo mozna tu zrobic sliczne zdjecia okolicznych wzgorz…No coz, nie mozna miec wszystkiego;)
Zeszlismy na dol – mgla sie troche podniosla, wiec postanowilismy pojsc na krotki spacer sciezka madrosci. Troche padalo, ale drzewa chronily nas przed deszczem. Szlismy jakies 15 minut, minelismy ogrod herbaciany i w koncu doszlismy do tej sciezki – we mgle wygladala dosc dramatycznie. Kolo drogi wbite byly w ziemie bardzo wysokie deski z zapisanymi na nich roznymi madrosciami (nie powiem, jakimi, bo oczywiscie nikt tego nie przetlumaczyl :/). Troche pochodzilismy, zrobilismy zdjecia i wrocilismy na glowny plac. Stad poszlismy do klasztoru Po Lin. Jest to dosc duzy kompleks, mnostwo tu zarowno modlacych sie, jak i zwiedzajacych. To chyba jedna z ladniejszych swiatyn, jakie odwiedzilismy:) Zrobilo sie dosc pozno i znowu padalo, wiec zlapalismy autobus i zjechalismy na dol. Zanim wsiedlismy do metra, odiwedzilismy pobliski outlet  – mieli tam wszystko – sklepy sportowe, z bizuteria, butami, ubraniami. Byly takze butiki z designerskimi ciuchami. My upolowalismy kilka fajnych rzeczy jakichs wloskich i francuskich firm:) I tak minal kolejny dzien :)

Napisane przez: madziulencja | sierpień 21, 2007

Hong Kong, zakupow dzien 2 (21.08)

Po raz kolejny stwierdzam, ze Hong Kong nie jest dobrym miastem do robienia zakupow:/ I ze nasz przewodnik jest do bani:) Niby najlepsze dzielnice handlowe okazaly sie beznadziejne, mnostwo tandety i tyle. Najpierw pojechalismy do Sham Shui Po, gdzie miala byc cala ulica super outletow z fajnymi ubraniami. Owszem, ciuchy byly i bylo ich mnostwo, ale jakosc i wyglad pozostawiala wiele do zyczenia. Poza tym kupowac je mozna bylo tylko w ilosciach hurtowych…obawiam sie, ze nie mamy tyle miejsca w torbie:]. Na kilku ulicach znajdowaly sie wylacznie sklepy z koralikami i innymi drobiazgami do robienia naszyjnikow itp. (tak, tak – koraliki na kilogramy), na kolejnych – same pasmanterie – tasiemki, guziki…obok tych  z kolei ulice “tapicerskie”…posrodku tego jeden wielki rynek, mega tandeta i tyle. Znalezlismy jakies centrum handlowe – bylo kilka ciekawych sklepikow z gadzetami (oni to uwielbiaja – zawieszki do komorek, figurki,zabawki – fajnie poogladac, ale nie sadze, zeby warto bylo kupowac:)). Zmeczylismy sie troche, wiec pojechalismy z powrotem do Tsim Sha Tsui, zjedlismy cos i wieczorem pojechalismy do centrum – tu nic nie upolowalismy, bo w sklepach, ktore odwiedzilismy, bylo nie to, czego sie spodziewalismy. Na koniec dnia wybralismy sie na nocny targ…oby jutro nie padalo, bo nie mam juz sily robic zakupow:)

P.S. Wszystkiego najlepszego Michal! :)

Napisane przez: amciek | sierpień 21, 2007

Hong Kong – zakupy dzien 1 (20.08)

Po raz kolejny pogoda zagrala nam na nosie. Mialo padac, ale nie padalo ;) Caly dzien niebo bylo zachmurzone, ale nic nie spadlo.
Chodzilismy sobie po sklepach w naszej dzielnicy w poszukiwaniu ladnych ciuchow, ale okazalo sie, ze nie bylo za duzo fajnych sklepow :/.
Potem pojechalismy metrem do dzielnicy obok. Wszystko wyglada tam tak samo jak u nas: pelno centrow handlowych, sklepow i sklepikow i do tego mnostwo ludzi. Koszmar! Jak do tego dodac jeszcze wysoka temperature i wilgotnosc mamy rownanie opisujace Hong Kong ;) )) Nic ciekawego nie znalezlismy, nawet na ulicznym targu, ktory oferuje chinska tandete, ale zbyt tandetna dla nas zeby ja kupic.

Starsze wpisy »

Kategorie