Spalo sie nam bardzo dobrze:) Wstalismy o 8, zjedlismy sniadanie, wykapalismy sie i zjedlismy kolejne sniadanie:) Nie wiedzielismy, ze jest ono wliczone w cene, wiec przygotowalismy cos sami, a pozniej wlasciciel spytal, czemu nie schodzimy na dol – sniadanko przeciez czeka hehe. Po 10 zlapalismy autobus do Vina del Mar. Podroz byla bardzo krotka:) wysiedlismy w miescie “na czuja”, okazalo sie, ze niedaleko byla informacja turystyczna:) wzielismy mape i poszlismy w kierunku ulicy Las Mercedes. Trwalo to wieki:/ Maciek bardzo mi pomogl, bo wzial moj plecak:) Nastepnym razem nie bedziemy zalowac pieniedzy na taksowke heh. Znalezlismy nasz “Gisela & Carlos Guesthouse” – urocza posiadlosc z basenem (nie skorzystalismy;)) Mielismy do dyzpozycji cale pietro – pokoj, lazienke, kuchnie i salon. Plus bezprzewodowy internet:D. Szybko pobieglismy na plaze – bylo cuuuuuudnie:) Lekki wiatr, slonce, ocean…Polozylam sie na piasku i nie ruszalam przez pol godziny:) Maciek byl bardzo odwazny i zamoczyl nogi:) Woda byla mega zimna:) Pewnie kolo 8 stopni. Nie przeszkadzalo to miejscowym dzieciakom plywac(!!!!) i uprawiac skinboard. Brrrrrr! Poszlismy bulwarem wzdluz oceanu w kierunku centrum. Minelismy Castillo Wulff, smieszny palacyk zbudowany na urwisku. Widzielsimy pelikany i lwa morskiego(!). Potem bylo kasyno (budynek naprawde robi wrazenie). Przekroczylismy Estero Marga Marga, doszlismy do Museum Francisco Fonck. Niestety bylo czynne tylko do 14.00:( Szkoda, bo bardzo chcialam je zobaczyc. Jest tu jedna z najwazniejszych ekspozycji dotyczacych Wyspy Wielkanocnej. Na pocieszenie zostal mi moai na dziedzincu muzeum (to jest rzezba kolesia z wielkim nosem, z Wyspy Wielkanocnej wlasnie – pewnie wiecie, o co chodzi:)). Tylko 6 z nich znajduje sie poza wyspa, jeden z nich w Vina. Echhhh…moze kiedys uda mi sie tam pojechac. Teraz na pewno nie:/ To az 5 godzin lotu:/ I sporo pieniedzy:/. Niedaleko muzeum znajdowal sie Palacio Rioja – takze nieczynny (niedziela…). Troche rozczarowani wrocilismy na druga strone zatoki. Doszlismy do Plaza Vergara, obejrzelismy teatr i bardzo ladny budynek hotelu O’Higgins. Ostatnim punktem na naszej trasie byl park Quinta Vergara – sliczny, zadbany, z palacem Vergara zbudowanym w 1906 roku dla corki zalozyciela miasta. W parku znajdowal sie takze ogromny, nowoczesny amfiteatr. Kolo 17 zrobilo sie naprawde zimno, wiec postanowilismy wracac:) Vina bardzo nam sie spodobala:) Fajnie by bylo tu kiedys wrocic:)
Hola! pzdrv z Glasgow, napisze cos wkrotce! 3majcie sie dzielnie! x
Przez: miszel w lipiec 9, 2007
o 11:02 am