Dzisiaj rano mielismy jechac do malej wioski polozonej na wschod od Talci Armerillo. Tam mielismy pojezdzic sobie na rowerach, pochodzic po lesie, odpoczac na lonie natury… Hehe, oczywiscie nie obylo sie bez niespodzianek…
Pierwsza z nich to snieg lezacy na drogach i lekko pruszacy… Tego sie w ogole nie spodziewalismy! Bylo ponizej zera i na to tez nie bylismy zbytnio przygotowani. Dostalismy sniadanie do pokoju i poszlismy na terminal. Tutaj niespodzianka nr 2: autobus do Armerillo byl dopiero o 10:30. Wg pani w inforamcji mial byc o 9:00. Postanowilismy wiec pojechac do San Clemente, ktore bylo jakies 20 minut od Talci. Wiedzielismy tylko tyle ze jest tam winiarnia i tyle. Mial to byc krotki postoj w drodze do Armerillo. Podczas drogi, narzekajac na zimno, ktos rzucil pomysl powrotu na polnoc Chile. Otworzylismy ksiazke i zobaczylismy gdzie mozemy jechac. Magda rzucila pomysl: moze pustynia Atakama? Od razu mi sie spodobalo. Plan byl taki: wracamy do Talci, bierzemy ciuchy i jedziemy do Santiago (250km), a potem na polnoc. Jak pomyslelismy tak zrobilismy. Juz o 14:30 bylismy w stolicy. Mielismy 1h15 do autobusu do Antofagasty (1400 km). Poszlismy zjesc cos w dworcowej “restauracji”. Jedzenie bylo calkiem ok. Najciekawiej bylo jak chcialem zaplacic… Poszedlem z pieniedzmi w reku i powiedzialem nazwe potrawy, ktora jedlismy i pokazalem pieniedze. Pani za lada krecila glowa na “nie” i powtarzala “no,no”. Pomyslalem, ze moze pokaze jej stolik przy ktorym siedzielismy to moze zobaczy ze skonczylismy jesc i chcemy zaplacic. Tez nie zadzialalo
Zrezygnowany wrocilem do stolika, zeby sie naradzic z Madzia. Padla mysl, ze moze sobie po prostu pojdziemy jak nie chca pieniedzy
Widzielismy jak wszyscy pracownicy zgromadzili sie za lada, patrza sie na nas i debatuja. Po chwili przyszla jakas pani i spytala sie: “cancelar?”, po czym ja sie rozesmialem i powiedzialem po angielsku, ze chcialbym zaplacic, na co ona powiedziala “aaaa” i pokazala mi inna kase. Hehe, w koncu zaplacilem. Nie wiedzialem, ze moze to byc tak trudne
))
Wsiedlismy w autobus do Antofagasty. Byl to opcja “cama”, czyli wygodne, szerokie fotele rozkladajace sie prawie do poziomu i niby jedzenie… Bylismy zawiedzeni, bo jedzenie bylo slabe (nie bylo cieplego posilku jak w Argentynie), bylo zimno, koce za krotkie, TV nie dzialala, a do tego zaplacilismy 36 tys pesos (ok. 35 funtow…). No coz…
Napisane przez: amciek | lipiec 12, 2007
Dzien pelen nieoczekiwanych zwrotow akcji (10.07)
Napisane w Chile
Madzik zawsze cos wymysli:)hehe zdolna dziewczynka!!
Przez: asiczek w lipiec 12, 2007
o 6:05 pm