Napisane przez: amciek | lipiec 18, 2007

El Tatio geysers (14.07)

Dzisiaj pobudka, byla o wyjatkowej porze… Wstalismy o 3.25… Nie, nie zwariowalismy jeszcze :P O 4 rano mial po nas przyjechac bus i mielismy jechac zobaczyc gejzery El Tatio. Ubralismy sie bardzo cieplo (2 pary skarpetek, 2 podkoszulki, 2 swetry, na to kurtka plus rekawiczki, szalik i czapka), bo w biurze podrozy ostrzegli nas ze temperatura rano wynosi ok. -15 C.
Autobus spoznil sie 20 min, wiec mielismy krotka zaprawe ;) . Droga do gejzerow jest bardzo wyboista, mimo to probowalismy zasnac. Za szyba bylo widac tylko gwiazdy (takiego rozgwiezdzonego nieba w zyciu nie widzialem!). Na miejscu bylismy o 6:30, a temperatura wynosila -14 C. Bylo przerazliwie zimno! Spektakl jednak juz sie zaczal! Na poczatek jednak kilka slow wstepu.
El Tatio to najwyzej na swiecie polozone zrodla geotermalne (4300 m npm. – nasz rekord wysokosci :) ). Gejzery najbardziej aktywne sa pomiedzy 6 a 10 rano, poniewaz w tych godzinach jest najwieksza roznica temperatur: wody i powietrza. Podziemne wody ogrzewane sa przez skaly, ktore z kolei ogrzewane sa przez magme. Temperatura wody stopniowo podnosi sie az do 85 C. Gejzery “wypluwaja” goraca wode, ktora w zetknieciu sie z bardzo zimnym powietrzem zamienia sie w kleby pary wodnej, ktore dochodza nawet do 10 m. Miejsce to jest bardzo piekne, ale zarazem niebezpiecznie. Nigdy nie wiadomo w ktorym miejscu “wystrzeli” woda. Mala dziura w ziemi za kilka sekund moze zamienic sie w maly gejzer. Ponadto ziemia jest bardzo cienka i mozna wpasc do prawie wrzacej wody.
Na poczatku fascynacja gejzerami ustapila przerazliwemu zimnu. Mroz bardzo dawal sie we znaki, szczegolnie cierpialy stopy. Trzeba bylo sie duzo ruszac. Po 10 minutach dostrzec mozna bylo pierwsze promienie slonca przedzierajace sie przez kleby pary wodnej i w tym momencie wszystko nabieralo innych ksztaltow i barw. Promienie sloneczne muskaly szczyty gor wydobywajac z nich cudowne barwy. Powietrze bardzo powoli sie ogrzewalo. Zjedlismy sniadanie i pojechalismy obejrzec najwiekszy gejzer w parku. Para unosi sie na wysokosc ponad 10 m. Jest on rownie piekny co niebezpieczny: od oparzen zginelo 4 turystow… Podeszli za blisko i wpadli do wrzatku.
O 10:00 udalismy sie w droge powrotna. Po drodze widzielismy wiele zwierzat. Co chwile pojawialy sie stada vicun. Kierowca dostrzegl wygrzewajacego sie na kamieniu krolika. Zyje on tylko w tej czesci swiata i co ciekawe wygrzewa sie on caly poranek na sloncu w bezruchu. Dzieki temu moze przetrwac caly dzien i bardzo zimne noce. Najciekawszym zwierzakiem byla para nandu (lokalne strusie). Podjechalismy dosc blisko zeby zrobic zdjecia, ptaki jednak sploszyly sie i zaczely uciekac. Kierowca jechal rownolegle do nich. Zrownal sie z pierwszym ptakiem, gdy licznik wskazywal 40 km/h a z drugim gdy jechalismy okolo 60 km/h! Niesamowite bylo zobaczyc jak szybko te ptaki moga biegac. Ostatnimi zwierzetami, ktore zobaczylismy byly lamy. Magda wypatrzyla mala i duza pijace wode ze strumyka.
Ostatnim punktem programu byla wizyta w malutkiej wiosce posrodku pustyni zamieszkalej przez 5 rodzin. Zyja oni z hodowli lam. Sprzedaja welne i mieso. Sprobowalismy szaszlykow z miesa lamy i cebuli. Mi bardzo smakowalo, Magdzie troche mniej ;) Mowila, ze bylo zylaste ;P O 12.30 bylismy w hostelu. Zjedlismy lunch, zabralismy nasze torby i poszlismy na autobus. O 14:15 wyruszlismy w droge powrotna do Santiago. Podroz miala trwac 23 godziny…


Odpowiedzi

  1. Ale macie śliczne czapeczki!

  2. hehe, nooo:) w lamy:) cieplutkie:)


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie