Po 23 godzinach jazdy niewygodnym autobusem dotarlismy do Santiago. Sprawdzilismy sobie wczesniej jak jechac do hostelu, wiec nie mielismy problemow z dotarciem na miejsce. Wykapalismy sie, przebralismy i poszlismy do miasta. W planach mielismy tylko jedna rzecz: wjechac kolejka na wzgorze San Cristobal. Okazalo sie, ze wiele ludzi mialo taki sam pomysl na to niedzielne popoludnie
Musielismy postac 10 min w kolejce zanim wsiedlismy. Na wzgorzu znajduje sie maly kosciol, wielki oltarz i 22 metrowa statua Virgen de la Inmaculada. Miejsce to jest pelne wiernych i troche mniej wiernych… Kiepskie miejsce na odpoczynek, widok na Santiago przecietny (wszystko przez smog unoszacy sie nad miastem), tylko widok na Andy imponujacy.
W dol zjechalismy Teleferico (kolejka linowa). Stare wagoniki nie wygladly zbyt pewnie, ale okazalo sie, ze pozory myla i przejazdzka byla bardzo mila i bezpieczna. Zaraz po tym udalismy sie do hostelu, bo robilo sie juz ciemno.
Napisane przez: amciek | lipiec 19, 2007
Powrot do Santiago (15.07)
Napisane w Chile