Napisane przez: amciek | lipiec 19, 2007

Santiago i lot do Sydney (16.07)

Dzisiejszy dzien zaczal sie kiepsko: deszcz padal od rana. Postanowilismy mimo to pojsc do miasta. Nie byl to zbyt madry pomysl, ale coz :P . Zdziwilo nas, ze na ulicach nikogo nie bylo i wtedy przypomnialo nam sie, ze dzisiaj jest swieto. Przez to wiekszosc skelpow byla zamknietych, policjanci na kazdym rogu (moze spodziewali sie jakis manifestacji…?). Deszcz nie przestawal padac, a nasze buty robily sie coraz bardziej mokre, wiec postanowilismy pojsc do kafejki internetowej, a potem spowrotem do hostelu. Nie zobaczylismy za wiele, ale coz… takie zycie. Nie mamy tak naprawde czego zalowac.
Wysuszylismy sie, dokonczyli pakowac i przed 18 wyszlismy z hostelu. Metrem dojechalismy na dworzec, a stamtad wzielismy autobus na lotnisko. Na lotnisku nie mielismy zadnych problemow. Samolot nie mial opoznienia. Czekal nas jednak najdluzszy lot w calej naszej podrozy… Najpierw 13 godzin do Auckland w Nowej Zelandii (9600 km), a potem prawie 4 godziny do Sydney (2170 km). Przelatujemy tez przez miedzynarodowa linie zmiany daty, wiec “stracimy” jeden dzien. Wylatujemy 16.07 a w Sydney bedziemy 18.07 rano.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie